Co-Opera (Justyna Reczeniedi) | „Paliwem jest publiczność. To nie są zwykli „fani”. „


Witam. Na początku pragnę podziękować, że zgodziła się pani na rozmowę. Spytam może jaka była geneza powstania zespołu?

Jest mi bardzo miło, że zostałam zaproszona do rozmowy dla portalu E-kulturka.pl i mogę opowiedzieć szerzej o ukochanym projekcie. Zespół Co-Opera powstał z połączenia kilku inicjatyw – po pierwsze dzięki kompozytorowi Marcinowi Nierubcowi, który postanowił napisać muzykę dla „operowego” wykonawcy, a także inicjatywy mojej, bo marzyłam o takim połączeniu klasyki z piosenką od dawna oraz Michała Zabłockiego – poety, twórcy wszystkich tekstów Co-Opery, no i poprzez udział Krystiana Adama Krzeszowiaka – wspaniałego tenora, pięknego – głosem, duchem i urodą…

Kto zaraził Panią miłością do muzyki klasycznej? Skąd pomysł na tak oryginalne połączenie muzyki klasycznej z popularną?

Mój tata to sprawił. On nigdy nie stronił od muzyki – ani klasycznej, ani rozrywkowej. Dzieciństwo wypełniała mi jego gra na pianinie – ciągle ćwiczył Sonatę C-dur Mozarta, pieśni Moniuszki (np. „Pieśń wieczorną”, „Trzech budrysów”) oraz utwory Beatlesów, ragtime’y, piosenki filmowe (m.in. „Love story”). Jednocześnie w domu słychać było niekończące się audycje radiowe z muzyką „poważną” – w kółko słyszałam „Cztery pory roku” Vivaldiego w programie 2 Polskiego Radia. Tata kolekcjonował też płyty – od klasyki do rozrywki, były tam dzieła Karola Szymanowskiego, głos wybitnej koloraturowej śpiewaczki Bogny Sokorskiej (nb. która potem została moją maestrą), ale też wiele płyt Anny German, Louisa Armstronga. Wszystko jest po coś i wszystko czemuś służy…

Dzięki temu, że tata nie miał żadnych uprzedzeń jako muzyk „klasyczny” ja pałam dziś miłością, jeśli można tak to ująć, do dobrej muzyki w ogóle. Chociaż rodzice posłali mnie do szkoły muzycznej, gdzie zaczęło się coś w rodzaju „pogardy” dla muzyki innej niż „poważna”, to szczęśliwie wyrosłam jakoś z tego.

Bo kiedy słuchamy utworów w wykonaniu naszego wielkiego śpiewaka Jana Kiepury, który dla „zwykłych”, przeciętnych słuchaczy z radością wyśpiewuje „Brunetki, blondynki”, „Nino, ach uśmiechnij się”…, to nasuwa się jedno: takie połączenie głosu operowego z muzyką popularną jest wzorcowe. Dla mnie stanowi coś w rodzaju doskonałości – idealne zestawienia stylów i smaków, oparte na wspaniałym wykonawstwie i równym sobie poziomie przekazu.

Jak zaczęła się współpraca z Michałem Zabłockim? (znany krakowski poeta, twórca tekstów piosenek dla takich artystów jak Grzegorz Turnau, czy Czesław Mozil)

Pamiętam, że pewnego dnia po prostu napisałam do Michała, a wtedy „Pana Michała”. On był i jest i dziś dla mnie autorytetem. Przecież to twórca takich przebojów jak „Cichosza”, „Naprawdę nie dzieje się nic”, „Między ciszą a ciszą”… Zapytałam w tym liście nieśmiało, czy zechce nam pomóc w tworzeniu projektu do muzyki Marcina Nierubca dla głosów operowych. Nie czekałam długo na odpowiedź i nie zapomnę tego sformułowania: „Pani Justyno (…) Jam tylko poeta. Chętnie napiszę jakieś arie…” „Jam tylko poeta”… To mi się bardzo spodobało. 🙂

Niedawno został opublikowany Państwa klip do znakomitego utworu. „Byłeś przejazdem”, który został zrealizowany przez Macieja Michalskiego (reżyser takich filmów jak „Królowa Śniegu”, „Kanadyjskie sukienki”). Jak układała się Państwu współpraca?

Współpraca z Maciejem zawsze nam się świetnie układa, bo nie dość, że jesteśmy przyjaciółmi, to się jeszcze nawzajem cenimy, wspieramy, a poza tym ja Michalskiemu jako twórcy ufam bezgranicznie. Na planie powstają nieziemskie obrazy, przy niekończącej się zabawie… Tym razem pomógł nam wybitny operator Piotr Smoleński. „Byłeś przejazdem” z udziałem gwiazdy – popularnej prezenterki Ani Popek nie jest naszym pierwszym klipem. Co-Opera wyprodukowała wcześniej „Trudne tango” – również w reżyserii Macieja Michalskiego. Widziała Pani? Jest to obraz artystyczny, niekomercyjny, zachwycający… Warto obejrzeć obydwa teledyski na kanale Co-Opery na Youtube.

Jest pani uznaną śpiewaczką operową, solistką, laureatką prestiżowych nagród, a także wszechstronnie wykształconą muzycznie osobą , śpiewała pani w wielu miejscach na świecie. Co jest dla Pani swoistym paliwem, by osiągać sukcesy i tworzyć muzykę?

Paliwem jest publiczność. To nie są zwykli „fani”. Wdzięczność ludzka, uśmiech, miłe słowo – doświadczam tego teraz coraz częściej… To największa satysfakcja. No i sama miłość do muzyki, do tego co się robi. Wciąż jest to okupione wielką pracą, ale zajmuję się tym, co naprawdę kocham i to mi rekompensuje ewentualne napięcia.

Udało się Państwu z pomocą sponsorów wydać płytę. Czy może pani przybliżyć osobom, które jeszcze nie przesłuchały albumu grupy – jakie piosenki się na niej znajdują, i który utwór jest dla Pani szczególny?

Na płycie Co-Opera znajduje się 14 utworów na nasze dwa głosy operowe (sopran i tenor) z towarzyszeniem Orkiestry Symfonicznej im. K. Namysłowskiego w Zamościu pod dyrekcją Tadeusza Wicherka. Rola orkiestry jest tu wielka. Została świetnie zarejestrowana przez reżysera dźwięku Piotra Madziara – brzmi bardzo symfonicznie, wzbogacona o perkusję, instrumenty klawiszowe, bas; ciągle można odkryć w tym brzmieniu coś nowego. A nasze głosy… Musicie po prostu tego posłuchać 🙂 Piosenki Marcina Nierubca do słów Michała Zabłockiego są niebanalne, bogate w melodykę, lekkie w odbiorze, ale też wielowymiarowe, podnoszące na duchu. Usłyszycie tango, walca, elementy hip-hopu, balladę, bosanovę… i wiele innych niezdefiniowanych gatunków. Ja jestem zakochana w utworze „Byłeś przejazdem” oraz w „Kto jak nie ty”, który wykonujemy z samym pianem. Niezwykły klimat tych utworów jest trudny do ubrania w słowa.

Proszę nam zdradzić kto jest dla pani muzycznym punktem odniesienia, czy ma Pani swojego ulubionego artystę lub kompozytora?

Mam mnóstwo autorytetów. Przede wszystkim należy do nich moja śp. maestra Bogna Sokorska, a także śpiewaczki, które pokazywały mi drogę wokalną: profesorka z Akademii Muzycznej Zdzisława Donat, wybitna artystka, patronka Co-Opery Teresa Żylis-Gara oraz córka Bogny Sokorskiej, Jagna – znakomity pedagog. Fascynuję się współczesnymi śpiewakami, którzy są teraz na operowym topie: Anna Netrebko, Jonas Kaufmann, Piotr Beczała, Dmitri Hvorostovsky… Ulubiony kompozytor? Johannes Brahms. Ale to już oddzielna historia…

Czy uważa Pani, że w kulturze masowej jest miejsce dla ciekawej muzyki i niebanalnych tekstów? Wszak jak sami Państwo przyznali próbujecie popularyzować kulturę wyższą w przystępnej formie. Czy współczesny odbiorca jest jeszcze w stanie w Pani odczuciu docenić kunszt tak ambitnego projektu?

Trudne pytanie i trudna odpowiedź. Wierzę w to, bo gdyby tak nie było, nie angażowałabym się w tak głęboki sposób, razem z twórcami Co-Opery. Doceniam współczesnego odbiorcę, jestem pewna, że ma on swoje duchowe potrzeby, że chętnie sięgnie po sztukę ambitną. Problem leży w braku edukacji muzycznej w szkołach, przy ignorancji ze strony mediów – czego nie można oczywiście powiedzieć o Państwa portalu. Wierzę w sukces, w nieśmiertelność kultury wyższej, podanej w tym przypadku – jak Pani powiedziała – w przystępnej formie.

Interesuje mnie co lubi Pani robić prywatnie? Czy posiada Pani jakieś hobby, zainteresowania nie związane z muzyką?

Muzyka jest całym moim życiem. Ale mam też drugi zawód. Jestem magistrem filologii polskiej. W wolnych chwilach – z nieprawdopodobnej potrzeby wewnętrznej – siedzę i piszę prozę, monografie. I nawet doprowadzam niekiedy do wydania. Ostatnio na świat przyszła biografia wielkiego polskiego tenora, Stanisława Gruszczyńskiego – kompletnie zapomnianego śpiewaka lat 20-tych. Wcześniej napisałam opowiadania pt. „Spotkania” (lektura łatwa i przyjemna, raczej dla kobiet). Moją chlubą jest też naprawdę pięknie wydany album „Bogna Sokorska. Życie i kariera Słowika Warszawy – wspomnienie”. Inne zainteresowania? Są bardzo zróżnicowane, by nie powiedzieć „odjechane”: moda (kreacje na scenę i nie tylko – inspiruje mnie twórczość projektantki Anety Teter), dobre kino (czasem nadrabiam oglądając hurtowo światowe hity filmowe na DVD), kuchnia (biorę przykład z super gotujących przyjaciółek; choć nie widać tego po mnie, że myślę stale o jedzeniu, jestem jednak smakoszem i wielbicielem egzotycznych potraw), religia (uważam, że życie bez Boga nie ma sensu), koty (uwielbiam), nieruchomości (śnią mi się po nocach lokale, wnętrza, posesje i ogrody, poza tym naprawdę interesuje mnie ten rynek). Prywatnie lubię spacery po Milanówku, lubię usiąść na balkonie z filiżanką kawy w słońcu i patrzeć na drzewa, lubię podróże i lubię fascynować się ludźmi.

Bardzo dziękuję za rozmowę, życzę dalszych sukcesów i powodzenia w dalszym tworzeniu wspaniałej grupy.

Serdecznie dziękuję. Lubimy media, które wspierają niebanalne inicjatywy.

 

Z Justyną Reczeniedi rozmawiała Angelika Harenża

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *