Dariusz Szurlej | ” Dla nas był to bunt, była to wolność. Myśmy mogli wykrzyczeć sobie co chcemy”


Magdalena Falińska : Skąd wziął się pomysł na wydanie płyty z utworami nagranymi w latach ’80 tych teraz, w 2014 roku? 

Dariusz Szurlej : Generalnie była presja naszej starej załogi punkowej, przyjaciół, którzy zadawali pytanie „Co z tymi nagraniami? Dlaczego ich nie wydacie?” . Więc zaczęliśmy szperać, odnaleźliśmy dużo nagrań archiwalnych i niestety jakość tego była niezadowalająca. Gitarzysta, Oskar Kurowski podpowiedział, żeby to wszystko nagrać od nowa. Ja nie mieszkam w Polsce, więc trochę z tym były trudności, ale jakoś udało się nam to zrobić i jak już posłuchaliśmy tego ponownie, doszliśmy do wniosku, że jest to całkiem niezły materiał. Zaczęliśmy to wszystko miksować, później SP Records, no i mamy płytę.

M. F : Przeszliśmy jako Polska zmianę ustrojową, od napisania tych piosenek minęło już 30 lat, a mimo to teksty te zaskakują swoją aktualnością. Czy to także był powód dla którego zdecydowałeś się na wydanie tej płyty? 

D. S : Tak, tak. Nasi znajomi cały czas to podkręcali, że te teksty nadal są aktualne w dwudziestym pierwszym wieku. Wiadomo, muzyka punkowa – dużej innowacji nie będzie, jaka jest taka jest, jest świetna, ale teksty cały czas same się bronią.

M.F : Jakie znaczenie miały dla Ciebie te utwory gdy pisałeś i wykonywałeś je w latach ’80 tych? 

D. S: Dla nas był to bunt, była to wolność. Myśmy mogli wykrzyczeć sobie co chcemy bo do ’83 roku nie mieliśmy żadnych problemów z cenzurą, więc mogliśmy sobie śpiewać co nam się żywnie podoba. Na przykład taki utwór „System” Korpusu Dyplomatycznego. Myślę, że po ’83 roku definitywnie byłyby problemy z jego zarejestrowaniem. Dużo aktualności jest na tej płycie, są tam pewne ponadczasowe treści.

M. F : System się zmienił, ale nadal jesteśmy uwięzieni w klatkach pewnych wzorców, schematów życia. 

D.S : Zawsze będzie jakiś system – istnieje, istniał i będzie istnieć. Są ludzie którzy się w tym systemie jakoś mogą odnaleźć i w nim funkcjonować, a dużo ludzi cierpi z tego powodu.

M.F : Oprócz muzyki zajmujesz się także sztukami wizualnymi. Czym jest dla Ciebie ta forma ekspresji twórczej? 

D.S : Po rozpadzie J23, razem ze znajomymi Andrzejem Buchowieckim i Jarosławem Dziurmanem, założyliśmy pod koniec lat osiemdziesiątych awangardowy zespół „Biała trumienka dla dziecka”. Bardzo kontrowersyjna nazwa. Robiliśmy wiele happeningów, graliśmy muzykę na żywo, wykorzystywaliśmy bardzo dziwne instrumenty. Im dziwniejszy instrument tym lepiej. Używaliśmy do tego różnego rodzaju beczek, kartonów, cokolwiek mogło wydobyć dźwięk. Plus zasada była taka, że kto nie umie grać na saksofonie – ten gra. Kto nie umie grać na trąbce – ten gra. Najważniejszy był tam rytm. Do tego robiliśmy różnego rodzaju happeningi, przykładem może być akcja w ramach której na lokalnym pagórku, w naszym górniczym mieście Lubin, zainstalowaliśmy parometrowy napis „Hollywood”. Potem wyjechałem do Ameryki i z kolegami założyliśmy zespół Backdoor Revolution. Zasada była taka sama – wszyscy grali na tym na czym nie umieli. Zespół rozpadł się w połowie lat dziewięćdziesiątych. W międzyczasie cały czas malowałem, przelałem te wszystkie moje emocje na malarstwo, na shadowboxes, później na fotografię.

M.F : Jesteś przyjacielem Kazika Staszewskiego. Jak zaczęła się wasza znajomość?

D.S : To była bardzo, bardzo metafizyczna przygoda. Przyjechałem z rodziną do Ameryki, nie mieliśmy zbyt dużo znajomych, nie znaliśmy języka, nie za bardzo wiedzieliśmy gdzie się poruszać i chyba w ’93 roku, na jesieni, zobaczyłem w polskiej gazecie, że przyjeżdża zespół Kult. Postanowiłem, że pojadę na ten koncert, ale pomyślałem, że chciałbym w sumie też pogadać z Kazikiem, dowiedzieć się co w Polsce się dzieje. Nie znaliśmy się wtedy. Moja żona Basia przekonała mnie, żeby do niego zadzwonić , ale długo to trwało, bo bardzo się krępowałem. Zanim się przełamałem i wziąłem telefon w dłoń to z dwie godziny minęło. Kazimierz nigdy takich telefonów od nieznajomych nie podejmuje, ale że czekali z zespołem w jakiejś garderobie, nieciekawa okolica, to coś go tknęło żeby tym razem odebrać. I tak od słowa do słowa zgadaliśmy się, żeby nie czekali tych paru godzin w garderobie, tylko przyjechali do mnie do domu. Kazik się zdecydował, że przyjadą i tak to się zaczęło. Na drugi dzień znowu się spotkaliśmy, wymieniliśmy się adresami, telefonami i tak to zostało do dnia dzisiejszego. Teraz jesteśmy jak jedna wielka rodzina – dzieci się znają, zony się zintegrowały, spędzamy razem wakacje, odwiedzamy się często.

 


M.F : Śledzisz wiadomości z polskiego rynku muzycznego? Czy są jacyś artyści na których zwróciłeś uwagę, którzy zainteresowali Cię swoją twórczością?

D.S : Jestem cały czas na bieżąco z polską muzyką, polskim filmem, literaturą. Generalnie jest stagnacja na rynku muzycznym. W tych wszystkich nowych zespołach raczej nie ma buntu. Wydaje mi się, że ostatnim takim bardzo zbuntowanym zespołem było Cool Kids of Death. W tej muzyce była jazda i bunt. Poza tym wszystko raczej padło. Muzyka jest teraz mocno osadzona w gitarowych brzmieniach, a teksty są takie, że ciężko coś ciekawego znaleźć. Jest taki fajny zespół Nivea, nie ma tam żadnych nowości, bo wiadomo, wszystko już było, ale fajnie się tego słucha.

M.F : Dlaczego warto zajmować się działalnością artystyczną? Co Ci daje sztuka? 

D.S : Mnie daje satysfakcję. Wcześniej muzyka, teraz malarstwo, moje shadowboxes. Jest to moment w którym potrafię się oderwać od pracy, od obowiązków, od codzienności. Rzadko robię wystawy, nie mam parcia, żeby za wszelką cenę coś sprzedać. Mnie osobiście sztuka daje wielką przyjemność. Uciekam w swój świat, bo świat, który istnieje obecnie, ta gonitwa, ten pęd, to zagubienie… istne szaleństwo. Wszyscy udają, że wszystko jest fajnie,a nie jest fajnie. Sztuka to takie hobby dla duszy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *