Hallo Szpicbródka na deskach teatru Syrena | recenzja


Prawie czterdzieści lat temu scena warszawskiego Teatru Syrena gościła zespół aktorów, pracujących nad filmem Janusza Rzeszewskiego i Mieczysława Jahody „Hallo Szpicbródka, czyli ostatni występ króla kasiarzy”. Historia niedawno zatoczyła koło – produkcja powróciła na te same deski, tym razem w formie spektaklu, mającego swoją premierę w 2012 roku. Skrócono tytuł do „Hallo Szpicbródka”, wyszlifowano rys fabuły i odświeżono aranżacje piosenek, lecz duch opowieści pozostał ten sam. „Zamaskowany mściciel, romantyczny bohater, sensacja Warszawy” raz jeszcze ratuje plajtujący teatr, znajduje wybrankę swojego serca i okrada bank w wielkim stylu!  

Historia Freda Kampinosa powstała w oparciu o życiorys Stanisława Cichockiego – „króla kasiarzy” działającego na terenie II Rzeczpospolitej. Przywódca najlepiej wykwalifikowanej szajki polskich złodziei dwudziestolecia międzywojennego, posiadający charakterystyczną, wypielęgnowaną bródkę w szpic, organizował spektakularne skoki, jednocześnie omijając więzienne cele. Zapisał się tym na kartach polskiej kryminalistyki i, raczej nie spodziewając się tego za życia, na dobre podbił serca widzów. Filmowa wersja opowieści, stworzona w latach siedemdziesiątych na postawie scenariusza Ludwika Starskiego, do dziś dźwiga tytuł bezkonkurencyjnego przeboju. Kreacje Piotra Fronczewskiego, Gabrieli Kownackiej, Ewy Wiśniewskiej, Ireny Kwiatkowskiej czy Jana Kobuszewskiego są symbolem aktorskiej wirtuozerii, a melodie piosenek wymagają tylko mimowolnej wzmianki podczas towarzyskiej pogawędki, by zostały natychmiast zanucone. Biorąc więc pod uwagę rangę ekranizacji, tak ważny moment w historii Teatru Syrena, jak jego 65-lecie w warszawskiej siedzibie, wprost nie mógł zostać uczczony repertuarem innym niż „Hallo Szpicbródka”!   Nieuniknione jest porównywanie zarówno fabuły, muzyki, czy gry aktorskiej z obydwu produkcji. Warto jednak pozostawić wspomnienie filmu za drzwiami widowni i spojrzeć na przedstawienie świeżym okiem. Szczególnie, że jest ono kompilacją szalenie interesujących składowych, które swym rozmachem zasługują na autonomię w odbiorze i ocenie.


hallo_szpicbrodka_piotr_polk_anna_terpilowska_zespol_foto_k__bielinski_3


Reżyser spektaklu i niekwestionowany mistrz musicalu, Wojciech Kościelniak, oparł konwencję na szalenie efektownym połączeniu stylu retro z nowoczesnością. Elementy kina niemego z dialogami wyświetlanymi na kliszach czy groteskowe sceny odgrywane w zwolnionym tempie kreują fascynującą rzeczywistość przedwojennej Warszawy. Aktorzy używają gwarowego języka i stosują charakterystyczny, nadekspresyjny styl gry, opierając go w dużej części na przerysowaniu gestów i mimiki. Nie przekraczają przy tym granicy kiczu, ale pozostają w rozrywkowych ramach wyszukanego wodewilu.

Wrażenie świetnej zabawy podczas odgrywania ról, całkowicie maskuje niewątpliwy ogrom pracy włożonej w ich tworzenie. Sylwetki bohaterów cechują się fenomenalnym wdziękiem i lekkością. Piotr Polk, jako tytułowy Szpicbródka, łamie serce nie tylko Anicie, czarując widza wyrafinowaniem i plastycznością swojej kreacji. Otrzymana nominacja do Róży Gali dowodzi, że został on wręcz stworzony do tej roli! Jego sceniczną wybrankę kreśli Anna Terpiłowska, nadając jej rozczulający obraz nieporadnej dziewczyny, rozkwitającej dzięki miłości. Wspólne sceny Freda i Anity, w szczególności tańczone, ujmują finezją i przedwojennym romantyzmem. Momenty błogiej aury kontrastuje Vera Patroni, w interpretacji Justyny Woźniak (zamiennie z Martą Walesiak). Jej styl charakteryzuje się brawurowym epatowaniem seksapilem i wyraziście pokazuje pazur kobiety bezwzględnej. Nie sposób nie wspomnieć o właścicielce słynnych roztańczonych nóg – bufetowej Makosi (jednakowo świetne Katarzyna Żak i Hanna Śleszyńska) i chaotycznym komisarzu Mańkowskim (Jacek Pluta), którzy przywołują komediowe wspomnienie filmowej wersji. Subtelnym tchnieniem scenicznej innowacji jest obraz Maksa i Szczeny, według braci Piotra i Pawła Kamińskich – prawdziwa wisienka na torcie!

Dzięki scenografii, autorstwa Damiana Styrny, widz przemieszcza się po teatrzyku rewiowym „Czerwony Młyn” i jego okolicach. Wraz z kostiumami Bożeny Ślagi, pełnymi piór i stylowych fraków, dynamicznie zmieniają się osobliwe elementy tła i epokowe rekwizyty. Dzięki temu, w jednej chwili, przez niewidzialne lustro można poznać garderobiane tajemnice, za moment uczestniczyć w próbie, a jeszcze później – być świadkiem ulicznej potyczki. Jednocześnie ukazują się mroczne zakamarki podziemnych korytarzy, które prowadzą do celu podbojów Szpicbródki, czyli bankowych kas pancernych. Ich zarys, tworzony przez niepozornie wyglądające rury, szybko staje się polem do popisu dla zachwycających tancerek. Wykonując na nich skomplikowane ewolucje, nie tylko wzbudzają ogromny podziw, ale przede wszystkim wnoszą nowoczesny komponent scenicznego kolażu. W podobnym stylu utrzymane są aranżacje muzyczne. Ich autor, Marcin Steczkowski, sprawił, że piosenki cechują się wyrazistym brzmieniem i niezwykle współczesną formą. Szczególnie inauguracyjny utwór „Wisła się pali”, czy pojawiająca się w drugim akcie „Klaka”, w zaskakujący sposób kontrastują ze znanymi, filmowymi wersjami, sprawiając wrażenie napisanych dosłownie wczoraj. W połączeniu z oryginalnymi tekstami sprzed lat, tworzy to, typowy dla spektaklu, niezwykle klimatyczny epokowy kolaż – klimatyczną, epokową mieszankę klasyki z nowoczesnością.

Walory spektaklu zostały docenione niejednokrotnie, nie tylko w licznych pochlebnych recenzjach, ale także w formie zdobytej Złotej Nagrody KTR 2013 i Złotego Liścia Retro na jubileuszowym X Festiwalu Piosenki Retro im. Mieczysława Fogga. Osobiście, jestem szczerze zauroczona teatralną wersją „Szpicbródki”. Aktorstwo z najwyższej półki, oryginalna scenografia i wyśmienita muzyka tworzą unikalną kompozycję, plasującą spektakl w czołówce musicalowych hitów ostatnich lat. Bardzo podobało mi się wykorzystanie przez aktorów nie tylko samej sceny, ale również miejsc na widowni, co spotęgowało ogólne zadowolenie widzów, także odgrywających rolę w historii. Dodatkowe ukłony należą się Teatrowi Syrena za realizację spektaklu w ramach programu „Teatr bez barier”, z udogodnieniem dla osób niesłyszących. Cudownie, że tak wyśmienita rozrywka stała się dostępna i może zachwycać szerokie grono wielbicieli teatru.

 

Autor: Aleksandra Szymankiewicz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *