Happysad – „Chcemy coś zacząć, jakąś nową przygodę, nowe emocje,”


Na rozmowę z członkami zespołu Happysad udałam się do Empiku, gdzie chłopaki mieli spotkanie z fanami. Po spotkaniu, bardzo sympatyczni członkowie zespołu: Łukasz Cegliński, Kuba Kawalec, Artur Telka i Jarosław Dubiński zabrali mnie ze sobą do Klubu Palladium, gdzie miałam okazję przeprowadzić wywiad i posłuchać fragmentu próby przed koncertem. Rozmowę przeprowadziłam z zabawnymi i nadal skromnymi Kubą i Łukaszem.


 

happysad-foto

 


Kamila Kubat: Zaczynaliście swoją przygodę z muzyką już w 1995 r. jako zespół Hard Core’owe Kółko Filozoficzne, później w 1997 r. przerodziliście się w Happy Sad Generation co w 2002 roku zaowocowało powstaniem znanego wszystkim zespołu Happysad.

Kuba Kawalec: To prehistoria. Teoretycznie można tamte lata licealnych przygód muzycznych wliczać do historii zespołu, natomiast tam się nic co ma związek z tym zespołem nie wydarzyło. To były projekty takie bardziej dla zabawy. Nasz aktualny też jest dla zabawy, ale już się mocno sformalizował. Ten pierwszy HCKF – był kiedy ja nie umiałem grać, tylko Łukasz był człowiekiem, który posiadał jakąś wiedzę o instrumencie. Ja z kolei krzyczałem do mikrofonu po angielsku, norwesku… To była pierwsza przygoda z muzyką, na pewno w jakiś sposób się tam kształtowaliśmy. Przeszliśmy dobry chrzest przez muzykę garażową, bardzo trudne warunki, brak sprzętu: radzenie sobie bez perkusji, basu, głośników albo bez mikrofonu. Przechodziliśmy więc przez wszystkie trudności, z którymi borykają się młode zespoły.

Kamila Kubat: A czy skład od początku był taki sam?

Kuba Kawalec: Znaliśmy się z Łukaszem, Łukasz znał Artura, to był ziomek z jego osiedla.

Łukasz Cegliński: Artur to jest nasz basista, który kiedyś nie wiedział, że będzie basistą. On kompletnie uznawał gitarę basową za jakiś taki dziwny instrument.

Kuba: Nadal chyba tak uznaje. (śmiech)

Łukasz: Przychodził do mnie stroić normalną gitarę. Takie pudło miał swoje, którego nie umiał nastroić i wpadał do mnie. I w zasadzie to w ten sposób się poznawaliśmy bliżej.

Kuba: Łukasz był stroicielem gitar na osiedlu.(śmiech) Umierający zawód trochę – jak szewc.

Łukasz: Kapelusznik. (śmiech)

Kamila: Teksty do wszystkich piosenek piszesz Ty, Kuba?

Kuba: Tak. To tak się mówi, że się pisze teksty, ale ja je układam bardziej. To są takie układanki.

Kamila: A jak jest z weną? Kiedy przychodzi?

Kuba: Nie wiadomo kiedy będzie. Ona tak sama z siebie przychodzi. Strasznie trudna tajemnica, nierozwikłana zagadka. Zupełnie tak jakby wena się gdzieś znajdowała i trzeba ją znaleźć, wejść w nią. Nie wiadomo czy się pojawi kiedyś i tak samo jak szybko się pojawia tak szybko potrafi sobie pójść i już nie wrócić przez długi czas. Więc trzeba ten moment dobrze wychwycić.

Łukasz: My jako obserwatorzy tego całego zamieszania możemy powiedzieć, że kolega się zawsze stresuje, że nic nie wymyśli. I że to już koniec.

Kuba: Tak, tak – to prawda.

Łukasz: Jednak zawsze wychodzi z tego obronną ręką więc to jest takie narzekanie, ale każdy tak ma.

Kuba: Dużo jest tych słów. Polski język jest taki fajny, bogaty.

 

Happysad

fot. Przemek Bednarczyk

 

Kamila: Mam takie wrażenie, że piosenki z pierwszych płyt były bardziej znane, ludzie nucą je do dzisiaj. A jak jest z tymi nowymi? Słuchają ich nowi fani czy tylko ci wierni od lat?

Kuba: My mamy wrażenie jakby z każdą kolejną płytą był jakiś napływ nowych ludzi. Tak naprawdę od „Nieprzygody” licząc to każda kolejna płyta jakąś różnicę wnosiła w stosunku do poprzednich. Zawsze powodowała napływ nowych, a odpływ niektórych, starych fanów. To funkcjonowanie ma w sobie wartość, bo czujesz, że jesteś organizmem żywym. Nie takim urwanym ogonem jaszczurki, gdzie trzymają się ciebie tylko ci sami ludzie cały czas. I jeżeli jest ta wymiana – czy dochodzą ludzie nowi czy odchodzą – zawsze czujesz, że jest jakaś świeżość w tym wszystkim.

Kamila: A na koncertach nadal tłumy.

Kuba: Mnóstwo ludzi przychodzi na koncerty. Chociażby na tym spotkaniu w Empiku dzisiaj – jakaś dziewczyna mówi, że 10 raz będzie na koncercie; wczoraj ktoś mówił, że jedenasty, ktoś tam był dwudziesty raz. Zastanawiam się czy jest zespół na świecie, na którego koncert ja poszedłbym 20 razy. To jest kosmos!

Łukasz: To jest prawda, bo nawet jeśli podzielisz to na 10 lat istnienia zespołu – to 20 razy na swój ulubiony zespół to zwyczajnie bym nie poszedł. (śmiech)

Kuba: No jaki to musiałby być zespół?! Przecież ja mam ulubione zespoły.

Łukasz: Ja też, ale 20 razy?!

Kuba: Ja też bym nie poszedł, chyba że by mi grali pod domem kilka razy w roku – to pewnie bym chodził.

Kamila: Taka rola prawdziwego fana.

Kuba: Nigdy nie postawię się tak do końca w roli fana – przez to, że gramy w zespole. Jesteśmy trochę wyzuci z możliwości bycia fanem, tak naprawdę. Musimy to potwornie szanować, bo to jest też dużo wyrzeczeń. Ludzie płacą za płyty, płacą za koncerty, mają też pewnie oczekiwania.

Kamila: Fanów nadal dużo, starzy nowi… Ale jak jest z tą znajomością utworów?

Kuba: Jakbyśmy się cofnęli z 8 lat wstecz to nie zadałabyś tego pytania tak, że te dwie płyty to znają wszyscy. Bo to było tak, że znała je część ludzi. To też nie były takie hity jak Myslovitz miało czy T-Love. To była jakaś wyselekcjonowana grupa ludzi. Może słuchaczy w obrębie radia BIS czy wcześniej Trójki, ponieważ trochę puszczała nasze utwory. Tak naprawdę nigdzie nie leciały te kawałki. To, że teraz radio RMF FM puszcza Zanim pójdę to w ogóle jest jakiś zakręt, chichot losu. Nie wiem czy skoro ten utwór jest tak zajebisty, że w końcu jest godny tego, że może polecieć w RMFie to dlaczego 10 lat temu tego nie puścili? Dlaczego teraz i dlaczego akurat ta piosenka? Nie wiem, może jest najlepsza.

Łukasz: Podobno wytłumaczenie jest takie, że tam puszczają utwory, które albo są nowe i od razu wiadomo, że są zajebiste albo utwory, które są zaliczane do tak zwanej klasyki.

Kuba: No to przeszliśmy do klasyki RMFowej. Może na przykład za 5 lat wszyscy będą znali „Tańczmy”, bo ktoś w RMFie powie, że to fajny numer po 10 latach albo za 8 lat ktoś puści Taką wodą być na przykład i wszyscy będą znali.

Kamila: W takim razie jak odbieracie fakt, że właśnie puszczają Was w radiach niszowych, rockowych?

Kuba: Nie mówię tego z żalem, żeby nie było. Trochę jesteśmy muzyką taką – jakby nie patrzeć niezależną, alternatywną. Tak też jesteśmy pewnie postrzegani przez stacje radiowe. Te stacje radiowe, które są ogromne i naszych utworów nie puszczają – to nawet lepiej. Dzięki temu  mam poczucie, że jeżeli mniej nas puszczają radia i tak dalej, a przychodzą ludzie na koncerty to są to ludzie…

Łukasz: To nie są to ludzi przypadkowi.

Kuba:  Mam poczucie wartości, że to nie jest efekt promocji czy jakichś mechanizmów marketingowych.

Łukasz: To nie jest takie podążanie za stadem.

Kamila: Na koncertach wciąż dużo fanów.

Kuba: Ludzie przychodzą chyba dla samej muzyki, tekstów czy klimatu na koncercie, co daje nam jakąś wartość.

Kamila: A powiedzcie mi czy Wy macie jeszcze tremę przed wyjściem na scenę?

Kuba: Ja to mam chyba coraz większą, kiedyś w ogóle nie miałem tremy. A Ty masz?

Łukasz: Nie, ja w tym roku jestem wyzuty z jakichkolwiek złych emocji przed koncertami. W zeszłym roku pamiętam, że się jeszcze stresowałem. Zastanawiałem się co to będzie. Teraz to w ogóle wychodzę na scenę „na twardziela”.

Kamila: Kuba, teraz masz coraz więcej tremy?

Kuba: Jest bardzo dużo tych piosenek, dużo do zapamiętania, dużo do zagrania. Zaczynam już się denerwować, że trochę pozapominam, a to nie jest takie przyjemne.

Kamila: Przy nagrywaniu ostatniej płyty „Jakby nie było jutra” pojawiły się komplikacje. Był stres?

Kuba: Tak. Był stres. Wiesz, nagraliśmy płytę i nagle nie ma tej płyty. Marcin nie może nic zrobić, bo wszystko zniknęło. Nie ma studia, nie ma materiału, odzyskuje się, a tu jest już sierpień, a my  8 września mamy premierę. Sprzedaliśmy 10 tysięcy preorderów, 4,5 tysiąca preorderów podpisaliśmy, ludzie za to zapłacili, a my nie mamy płyty. W dodatku nie wiemy czy będzie w tym roku czy za rok.

Łukasz: Sytuacja była kuriozalna o tyle, że już 4,5 tysiąca płyt sprzedaliśmy, ludzie zapłacili. Firma zdążyła już wydrukować okładki, które my własnoręcznie podpisywaliśmy. Wrzucaliśmy te zdjęcia ludziom, że te płyty już są, bo je podpisujemy. A tak naprawdę samego krążka z muzyką nie było i to był najgorszy horror tak naprawdę.

Kuba: Jak się okazało,  gdzieś w pierwszej dekadzie sierpnia , że to się wydarzyło, tak do końca sierpnia nie wiedzieliśmy co się dzieje. Marcin też nie wiedział, te ścieżki się odzyskiwały, sprzęt  musiał być sprowadzony aż ze Stanów. Nie wiedzieliśmy co powiedzieć fanom. Także nieprzyjemnie.

Kamila: Ważne, że się wszystko ułożyło. Jakie macie plany na najbliższą przyszłość? Wiosenna trasa się kończy, będzie letnia czy urlop?

Kuba: Kończy się trasa. Jedziemy uciec od świata trochę z instrumentami, zamknąć się w naszej pustelni. I tak po 10 dniach, jak stamtąd wyjedziemy to myślę, że łatwiej będzie nam odpowiedzieć na to pytanie, co dalej. Chcemy coś zacząć, jakąś nową przygodę, nowe emocje, nowe pomysły już jakieś drobne są.

Łukasz: Człowieku ja jeszcze nie odpocząłem po tej płycie, mam takie zszargane nerwy i emocje, że masakra.

Kuba: Ale też nie mamy kiedy pojechać…

Łukasz: Ja nie mówię, że to źle, że jedziemy. Ale może przez to, że będziemy się zajmowali nową muzyką to odpoczniemy od tej płyty, no nie?

Kuba: Będziemy lizać rany przez pracę.

Łukasz: Prawdziwa sztuka rodzi się w bólach, będziemy tam strasznie cierpieć. (śmiech)

Kamila: Czego Wam życzyć jako zespołowi?

Kuba: Zespołowi trzeba życzyć zdrowia i…

Łukasz: Weny dozgonnej.

Kuba: Pogody ducha.

Kamila: To tego Wam życzę i dziękuję za rozmowę.

Kuba, Łukasz: Dziękujemy.

 

Rozmawiała – Kamila Kubat

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *