Ilona Felicjańska | „Była nagonka medialna, była nagonka mojego środowiska. Było też plucie, kopanie…”


Rafał Buczak: Rok temu miała miejsce premiera Pani najnowszej książki „Jak być niezniszczalną?”. Chciałbym zapytać o początki… Jak to się wszystko zaczęło? Skąd pomysł na napisanie książki?

Ilona Felicjańska: Każdy z nas rodzi się z jakimś talentem. Każdy jest wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju. Jestem aktualnie na etapie spotkań ze świetną panią astrolog. Pod podobną konstelacją gwiazd rodzi się człowiek co 34 000 lat. Oznacza to, że każdy z nas jest wyjątkowy, wybitny, indywidualny. Musimy tylko w to uwierzyć. Jeden śpiewa, inny pomaga, ktoś inny pisze wiersze. Czasem jest to umiejętność czyszczenia butów lub parzenia herbaty. Należy tylko znaleźć swoją pasję. Każdy z nas ma pewną drogę do przejścia. Jeśli ją znajdziemy – będziemy szczęśliwi. Z kolei zejście na bok z tej drogi powoduje kolejne potknięcia.

Potknięcia, które przeżyła już Pani na własnej skórze…

Życie nie jest łatwe i nie wymagajmy tego od niego. Narzekanie nic nie zmieni. Taki był mój los. Szłam przez życie wiedząc, że chcę pomagać, tylko jeszcze nie wiedziałam wtedy w jaki sposób. Później uwierzyłam w to, co nam się wpaja. Jesteśmy pełni stereotypów, szufladek do których się nas wrzuca. Stwierdziłam, że chcę mieć szczęśliwą rodzinę, wychowywać dzieci i być żoną przy mężu. Okazało się, że zupełnie nie to jest moją drogą. Odeszłam od tego co było ważne i prawdziwe, albo zaczęłam robić nie do końca to co robić powinnam. Dlatego bardzo mocno i boleśnie się potknęłam. Życie napisało scenariusz, którym dzielę się w swoich książkach.

Mogłaby Pani coś więcej powiedzieć o swojej ostatniej książce?

„Jak być niezniszczalną” to w pewnym sensie poradnik oparty na moim życiu, opisujący to co mnie spotkało. Można powiedzieć – przecież jest już tyle poradników! Ale mój jest oparty na moim realnym, prawdziwym życiu. Zwierzam się z tego co mnie spotkało, mówię otwarcie o tym jak udało mi się wyjść z alkoholizmu, podpowiadam gdzie można szukać pomocy. Jestem doskonałym przykładem na to, że z największego dołu można wstać i wyjść.



Były ataki ze strony mediów, otoczenia?

Była nagonka medialna, była nagonka mojego środowiska. Było też plucie, kopanie… ale to były kolejne lekcje, które pokazywały mi to co w moim życiu jest ważne, czy to jest moje miejsce, czy też nie. Jeśli mnie nie chcą, to oznacza, że może nie jest to miejsce dla mnie. Po co mam na siłę się upierać? Mamy taką naturę, że na siłę chcemy udowodnić sobie, że damy radę. Też to sobie kilka razy udowadniałam i nie chcę już tego powtarzać. Teraz jeśli widzę, że coś mi nie wychodzi, to wiem że mam iść w inną stronę. Chcę podpowiadać ludziom przede wszystkim, że warto jest słuchać własnego serca. Nie jest to łatwe w dobie Internetu, nagonki, hejtu… Ale znów pokazuję, że można. Jeśli zaczniemy pracować nad sobą, przestaniemy bać się terapii i znajdziemy warsztaty własnej wartości, asertywności… to zrozumiemy, że nieszczęśliwi są Ci co hejtują. Nie popełnia błędów tylko ten, co nic nie robi. A my robiąc coś, nawet popełniając błędy – tym co nic nie robią, udowadniamy, że można. Tak naprawdę to oni są beznadziejni. Hejterzy w obronie opluwają nas, aby pokazać samym sobie, że wcale nie są tacy źli. To jest właśnie taka prosta, ale i skomplikowana psychologiczna zasada. Ważne jest to, aby nie pozwolić komuś sterować naszym życiem.

Czy Pani książka jest skierowana do każdej grupy odbiorców?

Tak, książka jest skierowana do każdej grupy odbiorców, a zwłaszcza do osób, które czują, że chcą być szczęśliwe i jednocześnie zobaczyć, gdzie leży problem. Jesteśmy krajem, gdzie byliśmy systemowo upijani. Nie było niczego, nie było rozrywek… Było za to dużo alkoholu, ponieważ łatwiej rządzi i manipuluje się ludźmi upitymi. Jeżeli w każdym domu ten alkohol w mniejszy lub większy sposób się pojawiał, to śmiem twierdzić, że niestety jesteśmy takim pokoleniem, które jest oparte na zaburzonym poczuciu własnej wartości. Nie pozwala nam ono na samorealizację, ciężko z tym żyć. Zaczynamy częściej uciekać do różnych używek, które pozornie dają nam odwagę. Ale tylko pozornie.

Głównym problemem jest to, że nikt o tym nie mówi głośno. Powstają liczne akcje zachęcające do zapinania pasów w samochodach, projekty nawiązujące do walki z przemocą w rodzinie… ale temat alkoholu, moim osobistym zdaniem – zamiatany jest pod dywan.

Właśnie! Nie chcę tutaj zaraz zaczynać wojny z państwem, że jest to świadome działanie. Trochę prawdy w tym może być. Duży procent pieniędzy ze sprzedaży alkoholu oddajemy państwu. A nasz kraj niestety dość mocno kuleje, jeśli chodzi o budżet. Dla mnie jest to przerażające, że dużo łatwiej jest kupić alkohol niż bilet na autobus. Alkohol, jeśli już jest, to dla ludzi mądrych i dojrzałych. Niestety, jego dostępność przyczynia się do tego, że coraz więcej go pijemy. W krajach skandynawskich, gdzie ta dostępność jest dużo mniejsza, zużycie jest dużo mniejsze, a co za tym idzie alkoholizm jest dużo mniejszy. Bardzo często jest tak, że może w końcu skończylibyśmy już tę imprezę, gdyby nie to, że za rogiem jest stacja benzynowa. Idziemy więc i się dobijamy. Tylko po co? Chcę pokazywać, że życie może być piękne, a czas wolny możemy rewelacyjnie spędzać bez towarzystwa używek.

Przed naszym spotkaniem przeszukałem kilka portali. Znalazłem Pani słowa w Internecie: „Za kilka dni oficjalna premiera mojej trzeciej książki, a ja mam kłopot, bo za każdym razem, kiedy do niej zaglądam nie mogę powstrzymać łez.” Minął już rok. Wciąż pojawiają się łzy?

Nie, nie ma już łez. Teraz już jest inne, dojrzałe podejście. Świadomość, że wciąż się rozwijam, chodzę na kolejne kursy i warsztaty. W ogóle moje postrzeganie tej książki jest teraz zupełnie inne. Pewne rzeczy bym zmieniła, pewne bym dodała. Ta książka wciąż jest bardzo dobra. Wiem jednak, że teraz potrafiłabym w inny, łatwiejszy sposób dać pewne podpowiedzi.

Dodruk? Kolejna część?

Mam nadzieję, że uda mi się zrobić dodruk. Książka „Jak być niezniszczalną?” jest bardzo ważna i potrzebna. Chciałabym udoskonalić ją o ten ostatni rok mojej obserwacji i postrzegania życia.

Czego mogę Pani życzyć? Uśmiech już jest na Pani twarzy.

Tak, uśmiech jest już na mojej twarzy. Jestem naprawdę szczęśliwą i spełnioną osobą.

Bardzo często Panią obserwuję podczas różnych imprez. Ostatnio nawet siedzieliśmy koło siebie podczas premiery najnowszej książki Maryli Rodowicz.

Tak, tak… Całkiem możliwe – było to w hotelu Regent w Warszawie. Staram się chodzić na takie wydarzenia, ponieważ mam świadomość jak dużo daje nam drugi człowiek. Jak jego słowa mogą nam podpowiedzieć i pomóc. Czego możesz mi życzyć? Mądrości i umiejętności zauważania tego, co jest dla mnie, a co nie. Bo propozycji i możliwości w świecie mamy bardzo dużo. Najważniejsze jest to, aby wybrać te, które są w zgodzie z nami.

I tego właśnie Pani życzę. Dziękuję bardzo za rozmowę i poświęcony czas.

Dzięki, trzymaj się!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *